Dwie twarze Czantorii – Pierwsze kroki w górach

Dla jednych dach świata. Dla innych średni podbieg. Jedni ją kochają, a inni nie tyle co nienawidzą, ale zwyczajnie ignorują. Chciałbym przedstawić jej dwie twarze. Może ich ilość nie zaimponuje miłośniczkom sagi o nijakim Greyu, ale powinny pokazać czy warto ją do końca ignorować i zdobywać w sandałach, a z drugiej strony czy długie i skomplikowane przygotowywanie się do zdobycia jej będzie konieczne. Dobrej lektury!

Chyba każdy kto planował odwiedzić Beskid Śląski albo przynajmniej kupował wodę mineralną kilka dobrych lat temu, spotkał się z terminem „Czantoria”. Góra niby niewysoka, ot urozmaica sobie ustroński krajobraz taki niepozorny kopiec, na który każdy szwagier wbiegnie w kwadrans (o ile drugi szwagier potrzyma mu piwo). Czy aby na pewno? No i właśnie. Zakładając, że szwagier nie trzymał piwa Bargielowi, Bieleckiemu czy Gołębiowi (Gołąbowi? Januszowi w każdym razie) albo komuś z czołówki naszych himalaistycznych harpaganów, raczej powątpiewałbym w taki zakład. Czantoria mimo swojej popularności może porządnie oblać potem i zasapać początkujących turystów górskich. Na szczyt wiedzie m.in. szlak czerwony, na którym chciałbym oprzeć ten tekst, bo moim zdaniem najlepiej pokazuje blaski i cienie Czantorii.

Przebieg trasy:

Ustroń Polana -> Czantoria Wielka -> Chata na Czantorii -> Czantoria Wielka -> Ustroń Polana.

 

Kilka danych:

Długość szlaku: ~8km,

Szacowany czas przejścia: 3h 5min,

Suma podejść (wys): ~663m,

Suma zejść (wys): ~663m,

Ilość schroniski na szlaku: 1 (Chata na Czantorii),

Profil:

Relacja z przejścia:

Czerwony szlak, który będzie pierwszym etapem, zaczyna się w okolicach dolnej stacji wyciągu na Szyndzielnie i kończy de facto w okolicach górnej stacji tego samego wyciągu. Ten odcinek stanowi największą trudność całej trasy ale jednocześnie daje największą satysfakcję. Pierwszym drobnym wyzwaniem dla osób, które nie zorientowały mapy może być odnalezienie początku szlaku.

Oczywiście przestrzegam przed wychodzeniem w góry bez mapy, jednak omówmy się, że Czantorią mogą być zainteresowani turyści, którzy mapy szlaków górskich nie widzieli na oczy. Na potrzeby tej góry nie jest to oczywiście nic nadzwyczaj złego ani koniecznego – łapiąc szlak idziemy pod górkę obok stoku.

Dzięki „uprzejmości” Googla przedstawiam moment odnalezienia szlaku z oznaczeniem dolnej stacji wyciągu.

W momencie gdzie kończy się ostatnia czerwona strzałka na zdjęciu powyżej powinniśmy już bez problemu odnaleźć początek szlaku. Z samego podejścia zdjęć chciałbym pokazać dosłownie parę, żeby ciekawiej był odkrywać ten etap każdemu z Was – jest stosunkowo krótki i warto sprawdzić go jako preludium do rozpoczęcia przygody z turystyką górską. Nuta niepewności będzie towarzyszyła każdemu wyjściu na szlak i nie chciałbym tego psuć.

Szlak na zdjęciach wygląda bardzo łagodnie – wygląda.

Prawda jest taka, że ten krótki szlak jest całkiem stromym podejściem jak na szlaki piesze w Beskidach. Mapy wyliczają, że turysta powinien go zamknąć w 1:20h. Prawda jest taka, że nawet bez większej zaprawy można przejść ten odcinek w czasie poniżej 50 min. Chciałbym jedynie zobrazować to podejście w taki sposób, żeby nawet z nizin śmiało można było wyobrazić sobie czym jest.

Poniżej przygotowałem mały wykres. Pierwszym ‘słupkiem’ jest deniwelacja względna Czantorii (różnica pomiędzy wysokością szczytu a punktem startu), nazywana także wybitnością. Kolejne słupki przedstawiają najwyższe budynki największych miast Polski dostosowane do skali.

Łatwo odczytamy z nich, że wybitność Czantorii jest ponad 2,5-krotnie wyższa niż Pałac Kultury i Nauki w Warszawie, czy niemal 5 razy wyższe od biurowca Altusa w Katowicach.

Co z tego?

Teraz wyobraź sobie, że w ciągu 20 min musisz wejść na sam szczyt PKiN w Warszawie, w ciągu kolejnych 20 min powtórzyć to podejście a następnie w 10 min wejść jeszcze do jego połowy.
Analogicznie – masz 10 minut na wejście od poziomu chodnika na dach Altusa a następnie wykonać taki spacer jeszcze czterokrotnie.

To powinno już lepiej zobrazować podejście na Czantorię w rozsądnym czasie.

Tak wygląda pierwsza twarz Czantorii, która chwilowo potrafi pozbawić człowieka tchu.

Druga z twarzy Czantorii, to ta sielankowa i odprężająca.

Po wyjściu z lasu i tym samym zakończeniu wspinaczki, dochodzimy do polany przy górnej stacji wyciągu. W tym miejscu możemy się zatrzymać i nacieszyć oko pokazującą się nam panoramą.

 

Dalej czeka nas już zaledwie kilkunastominutowy spacer w kierunku szczytu i wieży widokowej na Czantorii, u podstaw której znajdziemy budki z drobną gastronomią tak po polskiej jak i słowackiej stronie szczytu.

 

Zdobywcom – Na zdrowie!

Warto pamiętać, że z tej perspektywy czeka nas jeszcze druga część wycieczki – zejście w dół.

Dobrze jest o tym pamiętać podczas ucztowania na szczycie. Zdjęć z urokliwej wieży widokowej również tutaj nie zamieszczę. Te najbardziej cieszące oko widoki pozostawiam Wam do samodzielnego odkrycia. Warto.

Do zobaczenia na szlaku!

 

Ps. Trzymajcie kciuki za naszą zimową wyprawę narodową na K2!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *