Wielka Żywiecka Ósemka

Nowa praca, dwumetrowe ptaki i mityczne stwory, a to wszystko na szlaku górskim?

Po usłyszeniu takiego zestawienia jeszcze miesiąc temu sam siebie posądziłbym o przebywanie pod wpływem substancji psychoaktywnych, a tutaj proszę…

Historia zaczęła się od zaplanowania szlaku, który roboczo nazwałem Wielką Żywiecką Ósemką. Dlaczego tak?

Wielka, bo jej punktami skrajnymi są Wielka Racza i Wielka Rycerzowa.

Żywiecka, bo mieści się w Beskidzie Żywieckim.

Ósemka – rozrysuj ten szlak na mapie albo sprawdź przebieg trasy poniżej 🙂

Później już tylko ustalenie terminu z kompanem, jakiś czas później pakowanie, pobudka o 4tej nad ranem, zbiórka i kierunek: Soblówka.

Z technicznego punktu widzenia:

W kategorii wyjazdów weekendowych „WŻ8” jest wymagającą trasą. Raczej trudno jest mi polecać ją osobom, które dopiero zaczynają przygodę z turystyką górską, jednak jeżeli ktoś wcześniej zostawił za sobą kilkadziesiąt kilometrów szlaku, a kondycje utrzymuje w nienagannej formie, powinien spędzić na tej trasie dwa spokojne ale fantastyczne dni. Mam nadzieję, że opis poniżej zachęci Cię do zdobycia tej trasy. Warto!

Przebieg trasy:

Soblówka -> Bacówka PTTK na Rycerzowej -> Młada Hora -> Joneczkowe Rycerki -> Schronisko PTTK na Przełęczy Przegibek -> Będoszka Wielka -> Schronisko PTTK na Przełęczy Przegibek -> Przełęcz Przegibek -> Przełęcz pod Orłem -> Schronisko PTTK na Wielkiej Raczy -> Roztoki -> Rycerka Górna, Kolonia -> Schronisko PTTK na Przełęczy Przegibek -> Bacówka PTTK na Rycerzowej -> Soblówka.

Kilka danych:

Długość szlaku: ~45km,

Szacowany czas przejścia: 15h 20 min,

Suma podejść (wys): ~2400m,

Suma zejść (wys): ~2400m,

Ilość schronisk na szlaku: 7 (Wielka Rycerzowa i Przegibek dwukrotnie + sklep w wiosce),

Wysokość szlaku (min/max): 647m/ 1220m npm

Profil:

Relacja z przejścia:

Dzień 1:

Trasę zaczęliśmy dojeżdżając do Soblówki. Początek szlaku zaczyna się praktycznie pod samym kościołem w Soblówce.

Podpowiedź: W tym samym miejscu jest też spory plac, na którym można zostawić samochód (brak znaku zakazu w październiku 2018) oraz stosunkowo bogata baza noclegowa pokoi gościnnych. Za drobną opłatą nie powinno być problemu z pozostawieniem samochodu na posesji.

W Soblówce obieramy szlak żółty i kierujemy się na Zachód. Przechodzimy przez niewielki most i kierujemy się przed siebie schodząc z asfaltu. W tym miejscu szlak jest już trudny do zgubienia.

Niebawem zejdziemy z ubitej, nieosłoniętej drogi wchodząc w las, a podejście nabiera na ostrości.

Podpowiedź: Pomijając już fakt, że szlaku należy pilnować zawsze, na tym odcinku warto skupić się szczególnie. Od momentu wejścia w las aż do późniejszego połączenia szlaków żółtego i zielonego pojawia się kilka fragmentów, gdzie szlak żółty ostro odbija z drogi, którą idziemy.

Po osiągnięciu pewnej wysokości wchodzimy już na trasę, którą coraz trudniej zgubić. Mogą pojawić się natomiast naturalne utrudnienia w postaci powalonych na szlak drzew.

Szlak w wyższej części jest już dobrze widoczny nawet w momentach gdzie ‘odbija’.

Po niedługim czasie od rozwidlenia szlaku żółtego z zielonym wychodzimy z lasu, a na hali przed nami pojawia się bacówka – Schronisko na Wielkiej Rycerzowej.

Mieliśmy na tyle szczęścia, że jeszcze przed wejściem powitała nas niesamowicie pozytywna oferta pracy. Przy okazji: Z ofertą spotkaliśmy się w weekend 13-15 października, więc jeżeli ktoś planuje kultywować popularny pomysł o ‘ZANIECHANIU OBOWIĄZKÓW SŁUŻBOWYCH’ i wyjeździe w Bieszczady – ułatwiamy 🙂

Bacówka na Rycerzowej jest niewielkim schroniskiem (jadalnia może pomieścić pewnie max 20-25 os) ale klimatu nie sposób jej odebrać.

Po krótkiej chwili odpoczynku, nawodnieniu się i prześledzeniu najbliższej zmiany szlaku udajemy się w kierunku Hali na Rycerzowej (najostrzejsze podejście w promieniu kilku metrów).

Po ok. 5 min dochodzimy do samotnego drogowskazu, który powinien zmienić nasz kurs na szlak czerwony. Od tego momentu kierunek: Mała Rycerzowa.

Wchodząc w las spotkaliśmy się z jeszcze kilkoma naturalnymi urozmaiceniami.

Niedługi fragment szlaku dzieli nas od uroczej wioski położonej w samym środku ciszy i spokoju. Wita nas Młada Hora, którą jesteśmy w stanie objąć praktycznie całą na jednym zdjęciu.

Uroku Mładej Horze zdecydowanie dodaje jeden budynek. Wyobraź sobie, że w środku wioski składającej się raptem z kilku gospodarstw i małego kościoła z jedną mszą tygodniowo znalazło się miejsce na… Chyz u Bacy – schronisko kompletnie wyłączone z jakiejkolwiek komercji. Mimo tego, że budynek nie jest najświeższy, nie bije od niego przepych, a kuchnia kończy się w okolicach herbaty zaparzanej samemu, jest prowadzone w tak otwarty na ludzi, pozytywny i gościnny sposób, że wynagradza to wszelakie niedogodności, do których możemy być przyzwyczajeni. Już przed wejściem natrafiamy na tabliczkę:

„Nie pukaj bo i tak nikt nie usłyszy. Otrzep buty i właź. Witamy”

… kwintesencja swojskiej i otwartej atmosfery, za którą osobiście jestem wdzięczny poznanemu p. Józefowi, gospodarzowi Chyzu u Bazy. Miejsca jak to, potrafią idealnie przypomnieć o beztrosce, spokoju, wzajemnym szacunku i zaufaniu, które tak łatwo odchodzą w zapomnienie w zawrotnym tempie życia. Może przemyślenie trochę filozoficzne ale zastanów się. Coś w tym jest, prawda?

Tutaj tak naprawdę zaczynamy już solidnie schodzić z osiągniętej wysokości. Wracamy do skrzyżowania szlaków i obieramy szlak niebieski. Kierujemy się w stronę przeciwną do Soblówki. Wychodząc za ostatni dom warto pilnować płotu po prawej stronie. Właśnie na nim można zobaczyć oznaczenie niebieskiego szlaku.

Udajemy się nim do Joneczkowych Rycerek i przy dojściu do zielonego szlaku idziemy po prostu w lewo. Poprawny kierunek łatwo rozpoznamy, bo po zejściu z asfaltu zaczynamy całkiem konkretne podejście. Jesteśmy na tropie – pniemy się w kierunku sympatycznego Schroniska PTTK na Przełęczy Przegibek.

To nieco ponad 25-letnie schronisko zdecydowanie cieszy oko, a spod jego wejścia rozpościera się bardzo miły oku widok. Jest też idealną bazą wypadową np. na Bendoszkę Wielką, która znowu jest świetnym punktem widokowym.

Charakterystyczny (i widoczny z daleka) dla Bendoszki Wielkiej jest niemal 25m krzyż na jej szczycie, który niezależnie od podejścia do wiary po prostu cieszy oko i robi wrażenie.

Odcinek Bendoszka – Schronisko na Przegibku jest opisywany w czasie jako okolice kwadransa, co jest kolejnym argumentem na to, że warto. Większości odcinka towarzyszą nam mniej więcej takie krajobrazy.

Dalej już mijając Schronisko na Przegibku udajemy się do rozwidlenia szlaku czerwonego.

Obierając kierunek na Wielką Raczę dochodzimy do przejścia granicznego na Przegibku.

Dalej kierujemy się wzdłuż granicy, dosłownie większość szlaku idąc wzdłuż słupków granicznych.

Odcinek między Przegibkiem a Wielką Raczą jest dosyć długi (3h 30min). Na całej trasie od jego początku do samego schroniska spotkaliśmy się z zaledwie jednym oznaczeniem ile marszu zostało nam do Wielkiej Raczy, na dodatek umiejscowiony 5 min od schroniska. Przez cały szlak warto jednak mieć oczy otwarte. Miejscami szlak się przerzedza i po przekroczeniu linii drzew w kierunku Słowacji można natrafić na fantastyczne widoki.

Później ten sam szlak wiedzie nas przez hale.

Wreszcie docieramy nim do wyczekanego i wydeptanego Schroniska na Wielkiej Raczy, gdzie możemy odpocząć, posilić się, naładować baterie i spędzić noc.

 

Dzień 2:

Po nocy na Wielkiej Raczy wyruszamy dalej.

Teraz naszym celem jest Rycerka Górna. Schodzimy szlakiem żółtym, na który możemy bezpośrednio natrafić przepadając przez próg głównego wyjścia ze schroniska. Z uwagi na stromiznę szlaku nie możemy tego jednak polecić. Żółty szlak prowadzi nas w dół zboczy Wielkiej Raczy aż do samej Rycerki, gdzie kierujemy się w górę drogi aż do momentu kiedy nasz żółty szlak łączy się z zielonym. Wtedy należy zawrócić i obrać szlak zielony w kierunku Schroniska na Przegibku, które odwiedziliśmy już w dniu wczorajszym.

Podpowiedź: Szlak ten został przygotowany w taki sposób, że schodząc do Rycerki wystarczy nadłożyć 15 min drogi, żeby przejść przez sklep spożywczy w razie gdyby zabrakło nam prowiantu/ wody. Tutaj UWAGA: Płatność jedynie gotówką! (dane na październik 2018).

W górach widzieliśmy już sporo. Mogliśmy być przygotowani na zmienną pogodę. Mogliśmy być przygotowani na brak noclegu. Mogliśmy być przygotowani do unieruchomienia zwichniętych lub skręconych kończyn. Nie mieliśmy jednak szans być przygotowani na to, co spotkaliśmy maszerując w kierunku sklepu. W Rycerce Górnej, uroczej wiosce mającej wg wiki ~1.5 tys mieszkańców, spotkaliśmy… Strusia. Nie, to nie jest wyszukane słowo pochodzące z żargonu wspinaczkowego. Spotkaliśmy żywego, importowanego strusia nieświadomie przechadzającego się w swojej górskiej zagrodzie w Rycerce Górnej, jak gdyby nigdy nic.

W szoku bo w szoku ale wróciliśmy na szlak. Niestety – wycinka. Kilkadziesiąt najbliższych minut marszu całkiem solidnym podejściem po kostki w błocie. Nie jesteśmy w żadnym wypadku z tych co to boją się ubrudzić, jednak należy bardziej uważać pod nogi. Szkoda byłoby zjechać w las albo wyciągnąć się jak długi w błocie, bo przed nami jeszcze ładnych parę godzin marszu. No bo po co, jak nie trzeba?

Kolejną rzeczą, na którą niekoniecznie trzeba być przygotowanym (choć Struś wygrał nam cały weekend) był krasnal ogrodowy w środku górskiego lasu, wkomponowany w twór przypominający źródełko (niestety nieczynne). Bardzo sympatyczny motyw, a mając ‘w butach’ zdecydowanie większość Beskidów przyznaję, że to odosobniony przypadek.

Po uwiecznieniu leśnego krasnala dotarliśmy znowu do schroniska na Przegibku.

Szybki odpoczynek, jeszcze szybszy posiłek, plecak na ramię (biodra?) i kolejny przystanek: Rycerzowa.

Tym sposobem po pewnych trudnościach docieramy znowu do schroniska na Rycerzowej.

Podpowiedź: A propos trudności – nie chciałbym robić czarnego PR któremukolwiek schronisku, jednak polecam wystrzegać się takich dań, które nie były gotowane/ smażone/ pieczone/ flambirowane, czy jakkolwiek termicznie obrabiane. W szczególności nie polecam mało ściętych jajecznic, bo kończy się to niesamowitym bólem brzucha. W zaciszu domowym – żaden kłopot. Proszki i po sprawie. Na szlaku – porządna udręka.

Po przystanku na Wielkiej Rycerzowej docieramy żółtym szlakiem do miejsca, z którego dzień wcześniej rano rozpoczynaliśmy naszą trasę. Obuwie w stanie wskazującym, nogi czujemy, a ból brzucha miał na tyle czasu, żeby spowodować ogólne osłabienie organizmu i drgawki – nie polecam.

 

My tym samym oficjalnie uznajemy szlaki „Wielkiej Żywieckiej Ósemki” za @wydeptane.

Kto następny?

 

Z górskim pozdrowieniem,

Gazda Jaśko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *